Decyzja Jana Urbana o pominięciu Przemysława Wiśniewskiego przy powołaniach na listopadowe zgrupowanie reprezentacji Polski spotkała się z aprobatą byłego reprezentanta kraju, Jacka Bąka. Były obrońca uważa, że taka sytuacja może wyjść piłkarzowi na dobre, dając mu czas na przemyślenie ostatnich występów oraz wypowiedzi udzielanych mediom.
W rozmowie z portalem „WP Sportowe Fakty” Bąk zasugerował, że Wiśniewski powinien na chwilę się zatrzymać i zastanowić nad swoim podejściem. Szczególnie krytycznie odniósł się do ostatnich publicznych wypowiedzi zawodnika, które jego zdaniem wzbudziły wątpliwości dotyczące rozumienia obowiązków defensywnych.
Były reprezentant Polski uważa, że Wiśniewski dysponuje odpowiednimi warunkami fizycznymi, aby stać się ważnym ogniwem defensywy narodowej drużyny. Jego zdaniem obrońca powinien jednak znacznie lepiej wykorzystywać swoje atuty i być zdecydowanie bardziej dominujący w pojedynkach z napastnikami rywali.
– Nareszcie. Myślę, że wyjdzie mu to na dobre. Będzie miał czas, żeby pewne rzeczy sobie przemyśleć, bo ostatnio opowiadał w mediach kompletne bzdury. To ostrzeżenie ze strony Urbana. Piłkarz o takich warunkach fizycznych powinien być filarem reprezentacji. Rywale powinni się od niego odbijać, a wszyscy widzimy, jak to obecnie wygląda. Ma wszystko, żeby zostać klasowym obrońcą, ale uważam, że coś nie do końca jest w porządku w jego głowie – powiedział Bąk.
Sytuacja Wiśniewskiego jest o tyle interesująca, że początkowo jego relacje z Janem Urbanem układały się bardzo dobrze. Środkowy obrońca pochodzący z Zabrza zadebiutował w reprezentacji właśnie za kadencji obecnego selekcjonera i przez dłuższy czas należał do grona jego ulubionych zawodników.
Początek przygody z drużyną narodową dawał nadzieję na to, że Wiśniewski na stałe zadomowi się w reprezentacyjnej defensywie. Z czasem jednak jego dyspozycja zaczęła budzić coraz więcej wątpliwości. Pojawiły się również pytania dotyczące podejmowanych przez niego decyzji na boisku i odpowiedzialności za zadania defensywne.
Jednym z najbardziej komentowanych momentów był wrześniowy mecz Polski ze Szwecją, zakończony porażką Biało-Czerwonych 1:3. Po spotkaniu sporo uwagi poświęcono zachowaniu Wiśniewskiego przy bramce zdobytej przez Viktora Gyökeresa. Sam zawodnik próbował później wyjaśnić, dlaczego nie przypilnował szwedzkiego napastnika.
– Zawsze uczono mnie gry w obronie strefowej. We Włoszech praktycznie wszyscy tak grają. Właśnie to przyszło mi wtedy do głowy. Jeżeli bronisz strefą, każdy odpowiada za swoją pozycję – tłumaczył Wiśniewski.
Jego wyjaśnienia nie przekonały jednak Jana Urbana, który określił tę wypowiedź jako niefortunną. Cała sytuacja wywołała kolejne dyskusje na temat decyzji podejmowanych przez obrońcę oraz jego rozumienia odpowiedzialności za grę defensywną.
Przed listopadowym zgrupowaniem selekcjoner postanowił przyjrzeć się innym rozwiązaniom w defensywie i nie umieścił Wiśniewskiego na liście powołanych. Jacek Bąk pozytywnie ocenił ten ruch, przekonując, że chwilowe odsunięcie od reprezentacji może pomóc zawodnikowi wyciągnąć wnioski, poprawić swoją grę i w przyszłości ponownie wywalczyć miejsce w kadrze.
