Wisła Płock w końcu zdecydowała się aktywować opcję wykupu, co oznacza, że Widzew pożegna się z Dionem Gallapenim. Kibice z Łodzi są niezadowoleni z decyzji klubu o rozstaniu z reprezentantem Kosowa w tak spokojny sposób i za stosunkowo niewielką kwotę. Inne stanowisko przedstawił Maciej Winczewski z Radia Widzew.
Wokół transferu jednego z najważniejszych reprezentantów Kosowa pojawiło się sporo nieporozumień. Po gali Ekstraklasy pojawiła się informacja, że Wisła Płock na pewno skorzysta z opcji wykupu. Jednak Tomasz Włodarczyk jasno stwierdził, że taki scenariusz był mało prawdopodobny, co wywołało zaskoczenie.
Wszystko szybko się wyjaśniło. W komunikacie z 31 maja klub z Płocka oficjalnie potwierdził transfer definitywny 21-letniego zawodnika. Kwota transakcji wyniosła rekordowe 800 tysięcy euro.
Źródłem nieporozumienia mogła być próba negocjacji niższej ceny przez stronę z Płocka w poprzednim tygodniu, jednak zakończyła się ona niepowodzeniem.
Według doniesień Wisła kontaktowała się z Widzewem, próbując obniżyć kwotę 800 tysięcy euro. Dodatkowo Widzew ma otrzymać procent od kolejnego transferu zawodnika, a nie tylko zysk z obecnej transakcji. Maciej Winczewski podkreślił również, że plan dotyczący lewej obrony wygląda inaczej.
Ruch ten nie został dobrze przyjęty przez kibiców czterokrotnego mistrza kraju. Wielu z nich obwinia za decyzję Dariusza Adamczuka, zarzucając mu zbyt łatwe rozstanie z utalentowanym wahadłowym. W klubie jednak panują inne opinie. „Nie jedna osoba odpowiada za transfery, a wszyscy i tak obwiniają tylko D. Adamczuka” — powiedział jeden z przedstawicieli klubu. Z kolei Winczewski podkreślił, że Widzew jest zadowolony z tego biznesu.
W trakcie pobytu w Łodzi Gallapeni zaliczył łącznie dwanaście występów.
