Transfer Darko Czurlinowa do Widzewa Łódź wydawał się już praktycznie przesądzony, jednak na ostatniej prostej doszło do nieoczekiwanego zwrotu akcji. Reprezentant Macedonii Północnej zmienił swoją decyzję i ostatecznie podpisał kontrakt z Pogonią Szczecin. Cała historia wywołała później publiczną wymianę zdań pomiędzy właścicielem Pogoni Alexem Haditaghim a właścicielem Widzewa Robertem Dobrzyckim.
Kulisy tej zaskakującej sytuacji ujawnił bramkarz Widzewa Rafał Gikiewicz w programie „Moc Futbolu”. Jak zdradził, Czurlinow przeszedł już badania medyczne i przebywał w hotelu, gdzie oczekiwał na zakończenie ostatnich formalności związanych z transferem.
Wszystko wskazywało na to, że podpisanie umowy jest już tylko kwestią czasu. Gdy jednak przedstawiciele klubu przyjechali po zawodnika, okazało się, że nie ma go już w hotelu. Według relacji Gikiewicza piłkarz opuścił obiekt bez poinformowania kogokolwiek, a transfer do Widzewa niespodziewanie upadł.
Słowa doświadczonego bramkarza szybko znalazły potwierdzenie w rzeczywistości. Czurlinow wycofał się z porozumienia z Widzewem na ostatnim etapie negocjacji i zdecydował się kontynuować swoją karierę w Pogoni Szczecin, czym zaskoczył wielu kibiców łódzkiego klubu.
Po oficjalnym ogłoszeniu transferu właściciel Pogoni Szczecin, Alex Haditaghi, nie krył zadowolenia z pozyskania reprezentanta Macedonii Północnej. Podkreślił, że sprowadzenie zawodnika było efektem dużego zaangażowania, konsekwencji i ciężkiej pracy całego klubu.
Haditaghi odniósł się również do wypowiedzi Roberta Dobrzyckiego, używając wymownego porównania. Stwierdził, że zaproszenie kobiety na kolację nie oznacza, że jest ona zobowiązana do małżeństwa. W ten sposób zaznaczył, że ostateczna decyzja zawsze należy do piłkarza, który ma prawo wybrać klub najlepiej odpowiadający jego oczekiwaniom.
Historia transferu Czurlinowa błyskawicznie stała się jedną z najgłośniejszych w letnim oknie transferowym w Polsce. To, co jeszcze chwilę wcześniej wydawało się formalnością dla Widzewa, zakończyło się sukcesem Pogoni Szczecin.
Dla Widzewa utrata zawodnika była bolesnym ciosem po wielu tygodniach negocjacji i przygotowań do finalizacji transferu. Z kolei Pogoń wzmocniła swoją kadrę piłkarzem, który wzbudzał zainteresowanie kilku klubów i był jednym z ciekawszych nazwisk dostępnych na rynku.
Cała sytuacja po raz kolejny pokazała, że dopóki kontrakt nie zostanie oficjalnie podpisany, żaden transfer nie jest pewny. Przypadek Darko Czurlinowa jest kolejnym dowodem na to, że w piłce nożnej nawet w ostatnich godzinach negocjacji wszystko może się wydarzyć.
