Widzew Łódź zremisował 3:3 ze Śląskiem Wrocław w niezwykle emocjonującym meczu 5. kolejki Ekstraklasy. Spotkanie zostało jednak przyćmione przez poważną kontrowersję sędziowską. W końcówce meczu goście nie otrzymali rzutu karnego, a Komisja Sędziowska Polskiego Związku Piłki Nożnej (PZPN) oficjalnie potwierdziła, że w tej sytuacji doszło do błędu.
Mecz od samego początku obfitował w zwroty akcji. Widzew od 7. minuty musiał grać w osłabieniu po czerwonej kartce dla Przemysława Wiśniewskiego. Mimo gry w dziesiątkę przez niemal całe spotkanie podopieczni Aleksandara Vukovicia pokazali ogromny charakter i zdołali aż trzykrotnie pokonać bramkarza Śląska.
Choć łodzianie ostatecznie wywieźli z Wrocławia jeden punkt, w ich obozie pozostał ogromny niedosyt. Widzew miał realną szansę na zwycięstwo, a szczególnie bolesne okazały się wydarzenia z doliczonego czasu gry.
Do kluczowej sytuacji doszło w 95. minucie. Emil Kornvig walczył o piłkę z Enisem Shabanim w polu karnym Śląska. Obaj zawodnicy wyskoczyli do futbolówki, jednak w trakcie pojedynku Shabani uderzył rywala bezpośrednio w twarz.
Powtórki telewizyjne wyraźnie pokazały kontakt, który mógł skutkować odgwizdaniem przewinienia. Sędzia Marcin Kochanek nie przerwał jednak gry. Co więcej, arbiter nie został również wezwany przez VAR do monitora, dlatego Widzew nie otrzymał rzutu karnego.
Decyzja natychmiast wywołała protesty zawodników oraz sztabu szkoleniowego łódzkiego zespołu. Najważniejsze pytanie dotyczyło tego, czy kontakt Shabaniego z Kornvigiem powinien zostać uznany za przewinienie w polu karnym.
Komisja Sędziowska PZPN przeanalizowała całą sytuację i nie pozostawiła wątpliwości. W oficjalnej ocenie stwierdzono, że Shabani popełnił przewinienie na Kornvigu, a Widzewowi należał się rzut karny.
W analizie zwrócono szczególną uwagę na miejsce kontaktu, ponieważ doszło do niego w okolicach twarzy i głowy zawodnika. Zdaniem komisji był to nierozważny kontakt, który stanowił przewinienie i powinien zostać ukarany.
Dla Widzewa jest to bardzo istotne potwierdzenie, że zespół miał podstawy, by czuć się pokrzywdzony. Biorąc pod uwagę wynik oraz moment spotkania, wykorzystany rzut karny mógł całkowicie zmienić losy meczu.
Aleksandar Vuković po końcowym gwizdku nie ukrywał frustracji. Trener Widzewa przyznał, że musiał mocno kontrolować emocje, aby nie powiedzieć zbyt wiele. Jednocześnie zwrócił uwagę na różnice w konsekwencjach ponoszonych przez poszczególne osoby. Oficjalne stanowisko PZPN dodatkowo podgrzeje dyskusję wokół jednej z największych kontrowersji sędziowskich tego sezonu Ekstraklasy.
