Aleksandar Vuković nie ukrywał swoich emocji po zakończeniu pracy w Widzewie Łódź. Rozstanie z klubem nie przebiegło dla niego w sposób, jakiego mógł oczekiwać, a w jego wypowiedzi wyraźnie wybrzmiało rozczarowanie.
Serbski szkoleniowiec zdaje sobie sprawę, że w piłce nożnej decyzje dotyczące trenerów potrafią zapadać bardzo szybko. Mimo to trudno było mu przejść obojętnie obok faktu, że jego przygoda z Widzewem zakończyła się właśnie w tym momencie.
Vuković może mieć poczucie, że w ostatnich miesiącach zrobił wiele dla łódzkiego zespołu. Szczególnie dobrze pamiętane są jego działania z końcówki poprzedniego sezonu, kiedy drużyna walczyła o utrzymanie w Ekstraklasie.
To właśnie ten okres sprawił, że trener zyskał uznanie części kibiców. W trudnej sytuacji potrafił poukładać zespół i zdobyć ważne punkty, które ostatecznie pozwoliły Widzewowi pozostać w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Początek nowego sezonu nie był jednak tak udany. Wyniki nie spełniały oczekiwań, a po kolejnych spotkaniach coraz częściej pojawiały się pytania dotyczące przyszłości szkoleniowca. Ostatecznie klub zdecydował się na zmianę na ławce trenerskiej.
Sam Vuković nie zamierzał ukrywać, że taka decyzja była dla niego bolesna. W jego słowach można było wyczuć żal związany z tym, że jego dotychczasowa praca nie wystarczyła, aby otrzymać więcej czasu na poprawę sytuacji.
„Po tym wszystkim, co zrobiłem dla klubu…” – w ten sposób trener odniósł się do swojego rozstania z Widzewem. To krótkie zdanie najlepiej pokazuje, jak duże emocje towarzyszyły mu w momencie odejścia.
Vuković pozostawia po sobie historię pełną wzlotów i trudnych momentów. Z jednej strony zapisał się jako trener, który pomógł Widzewowi utrzymać się w Ekstraklasie, z drugiej zaś jego kolejna przygoda z łódzkim klubem zakończyła się znacznie szybciej, niż mógł zakładać.
Teraz przed 47-letnim szkoleniowcem kolejny etap kariery. Niezależnie od okoliczności rozstania, jego praca w Widzewie z pewnością będzie jeszcze długo oceniana i analizowana przez kibiców oraz środowisko piłkarskie.
