Jagiellonia Białystok przez lata należała do klubów, które dość ostrożnie podchodziły do wydawania dużych kwot na transfery. W klubowej polityce transferowej często stawiano na rozsądne ruchy i zawodników, którzy mogli w przyszłości przynieść zespołowi sportowe oraz finansowe korzyści.
W pewnym momencie władze Jagiellonii zdecydowały się jednak na transfer Godfreya Stephena. Klub wiązał z tym ruchem określone nadzieje, licząc, że zawodnik okaże się wartościowym wzmocnieniem zespołu.
Rzeczywistość szybko zweryfikowała te oczekiwania. Stephen nie zdołał na dłużej zadomowić się w drużynie i nie odegrał takiej roli, jakiej można było oczekiwać po zawodniku sprowadzonym za pieniądze.
Z perspektywy czasu transfer ten jest oceniany jako jeden z mniej udanych ruchów Jagiellonii. Zamiast stać się ważnym elementem zespołu, zawodnik miał problemy z regularną grą i wykorzystaniem otrzymywanych szans.
Szczególnie interesująco wygląda kwestia kosztów związanych z jego pobytem w Białymstoku. Przy niewielkiej liczbie występów poniesione przez klub wydatki sprawiają, że koszt jednego meczu Stephena był wyjątkowo wysoki.
To pokazuje, jak ryzykowne potrafią być decyzje transferowe w futbolu. Nawet gdy klub dokładnie analizuje potencjał zawodnika, nie ma gwarancji, że nowy piłkarz spełni pokładane w nim oczekiwania.
W przypadku Jagiellonii transfer Godfreya Stephena nie przyniósł efektów, na jakie liczono w momencie jego sprowadzenia. Zamiast sportowego sukcesu pozostało przede wszystkim poczucie niewykorzystanej szansy.
Dziś ten ruch może być przykładem transferu, który z perspektywy czasu wygląda zupełnie inaczej niż w momencie jego finalizacji. Niewielka liczba występów w zestawieniu z wydatkami poniesionymi przez klub sprawia, że historia Stephena w Jagiellonii budzi sporo pytań.
Dla klubu był to kosztowny eksperyment, który nie przyniósł oczekiwanej wartości sportowej. Jednocześnie pokazuje on, że nawet przy ostrożnej polityce transferowej można trafić na zawodnika, który nie spełni pokładanych w nim nadziei.
Historia Godfreya Stephena w Jagiellonii pozostaje więc przykładem transferu, który z biegiem czasu został zapamiętany przede wszystkim jako nietrafiona inwestycja.
