Emil Kornvig znalazł się pod ostrzałem krytyki w związku ze słabymi wynikami Widzewa Łódź w tym sezonie. Dziennikarz Mateusz Borek przyznał, że to właśnie duński pomocnik jest obecnie największym rozczarowaniem w drużynie. Na antenie Kanału Sportowego wyjaśnił, dlaczego piłkarz nie spełnił oczekiwań, jakie pojawiły się po jego pierwszych występach w barwach łódzkiego klubu.
Borek podkreślił, że początkowo miał o Kornvigu bardzo dobre zdanie. Uważał, że pomocnik ma potencjał, aby stać się jednym z najlepszych zawodników na swojej pozycji w Ekstraklasie. Jego siła fizyczna, umiejętności techniczne, ofensywne nastawienie oraz skłonność do oddawania strzałów sprawiały wrażenie, że Widzew pozyskał piłkarza, który może zrobić na boisku naprawdę dużą różnicę.
Dziennikarz liczył również na to, że Duńczyk będzie wyróżniał się znakomitą wydolnością i intensywnością gry. Spodziewał się, że pomocnik będzie w stanie pokonywać duże odległości podczas spotkań, a jednocześnie zachowa jakość i będzie aktywnie uczestniczył w grze zespołu. Z czasem okazało się jednak, że pierwsze pozytywne wrażenia nie przełożyły się na poziom występów, którego Borek oczekiwał.
Oceniając obecną dyspozycję zawodnika, dziennikarz zwrócił uwagę na brak elementów, dzięki którym Kornvig mógłby wyraźnie wyróżniać się na tle pozostałych piłkarzy. Jego zdaniem Duńczyk wpadł w przeciętność i stał się częścią ogólnej stagnacji zespołu, zamiast być zawodnikiem zdolnym do odmieniania losów spotkań. Atuty, które początkowo robiły na nim wrażenie, są obecnie znacznie trudniejsze do dostrzeżenia.
– Szczerze mówiąc, dla mnie Emil Kornvig jest obecnie największym rozczarowaniem Widzewa Łódź – stwierdził Borek. Dodał, że gdyby ktoś zapytał go, co właściwie jest tak wyjątkowego w grze duńskiego pomocnika, miałby problem ze wskazaniem konkretnego atutu. Z przekąsem zasugerował, że jedną z niewielu rzeczy, które przychodzą mu na myśl, jest zdolność zawodnika do biegania przez pełne 90 minut.
Krytyka pojawia się w trudnym momencie dla Widzewa Łódź. Po przejęciu udziałów przez zamożnego inwestora Roberta Dobrzyckiego klub przystąpił do transferowej ofensywy, wydając dotychczas ponad 20 milionów euro na nowych zawodników. Tak duże inwestycje rozbudziły nadzieje kibiców, którzy oczekiwali, że drużyna szybko stanie się jednym z poważniejszych graczy w walce o czołowe miejsca w Ekstraklasie.
Rzeczywistość okazała się jednak znacznie mniej optymistyczna. Wyniki Widzewa nie odpowiadają ambicjom związanym z letnimi transferami, a zespół wciąż nie potrafi wypracować odpowiedniej regularności i zrozumienia na boisku. Choć kadra wydaje się dysponować sporym potencjałem, poszczególni zawodnicy nie zawsze potrafią stworzyć dobrze funkcjonującą drużynę.
Po 12 kolejkach ligowych Widzew zajmował 14. miejsce w tabeli, mając na koncie zaledwie jedno zwycięstwo. Ostatni raz łodzianie wygrali 9 sierpnia, a przedłużająca się seria bez kolejnego triumfu zwiększa presję na zespół i sztab szkoleniowy. Kibice oczekują poprawy wyników oraz dowodu na to, że pieniądze wydane na wzmocnienia przyniosą zamierzony efekt.
Przypadek Kornviga dobrze pokazuje rozczarowanie towarzyszące obecnej sytuacji klubu. Pomocnik przychodził do Łodzi z opinią zawodnika posiadającego cechy pozwalające mu odegrać istotną rolę w drużynie, jednak jego dotychczasowe występy nie przekonały Borka, że spełnia pokładane w nim nadzieje. Problem Widzewa nie polega więc wyłącznie na sprowadzaniu utalentowanych piłkarzy, ale przede wszystkim na tym, aby potrafili oni regularnie prezentować odpowiedni poziom i wspólnie tworzyć skuteczny zespół.
Przed Kornvigiem kolejne spotkania, w których będzie mógł odpowiedzieć na krytykę swoją postawą na boisku. Pozostaje pytanie, czy Duńczyk odzyska formę i pokaże atuty, które zrobiły na Borku tak dobre pierwsze wrażenie. Widzew potrzebuje jednak znacznie większego wkładu ze strony letnich nabytków, jeśli chce odwrócić losy rozczarowującego sezonu i zacząć realizować swoje ambitne cele.
