Tomasz Wałarczyk ma odmienne zdanie i uważa, że odejście jest całkiem możliwe, mimo niedawnych doniesień sugerujących, że Osman Bukari, uznawany za jeden z największych transferowych rozczarowań, pozostanie w Widzewie Łódź.
Pomimo wydania około 23 milionów euro na wzmocnienia, Widzew Łódź do samego końca sezonu musiał walczyć o utrzymanie w Ekstraklasie. Osman Bukari, który kosztował klub aż 5,5 miliona euro – co stanowi najwyższą kwotę transferową w historii polskiej ekstraklasy – nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań i stał się symbolem nieudanej kampanii transferowej RTS-u. Skrzydłowy rozegrał zaledwie 482 minuty w ośmiu spotkaniach i nie zanotował ani gola, ani asysty.
Pod koniec maja właściciel Widzewa, Robert Dobrzycki, odniósł się do przyszłości Ghańczyka. – Jest naszym zawodnikiem i planujemy z nim współpracować w przyszłym sezonie – powiedział, mimo pojawiających się spekulacji o szybkim rozstaniu. – Trzeba pamiętać, że przyjechał ze słonecznego Teksasu do chłodnej Polski i nie miał zbyt wiele czasu, by się zaaklimatyzować. Uważam też, że dobrze zaprezentował się po wejściu na boisko w ostatnim meczu. To dobry piłkarz. Musimy dać mu więcej czasu i zobaczymy, co będzie dalej – dodał w rozmowie z Interią, rozwiewając część wątpliwości.
Następnie Bartłomiej Stańdo przekazał, że Bukari najprawdopodobniej pozostanie w Widzewie, w przeciwieństwie do Andiego Zeqiriego, drugiego z nieudanych transferów łódzkiego klubu.
Tomasz Wałarczyk twierdzi jednak, że w obecnej sytuacji pożegnanie z Bukarim jest „bardzo prawdopodobne”, co może być pewnym zaskoczeniem. Jeśli 27-letni skrzydłowy miałby opuścić klub, Widzew prawdopodobnie musiałby pogodzić się z dużą stratą finansową. Według portalu Transfermarkt.de wartość piłkarza wynosi obecnie „zaledwie” 2,5 miliona euro.
