Widzew Łódź pożegnał się z Sebastianem Kerkiem latem ubiegłego roku, decydując się na nieprzedłużenie kontraktu z niemieckim pomocnikiem. Rok później zawodnik otworzył się na temat swojego odejścia, opowiadając o kulisach całej sytuacji. Kerk przyznał również, że jego zdaniem rozstanie z nim mogło nie być najlepszą decyzją dla łódzkiego klubu.
Kerk znalazł się w grupie zawodników, których przyszłość w Widzewie była analizowana podczas poprzedniego letniego okna transferowego. Za przeprowadzenie zmian w kadrze odpowiadał wówczas ówczesny dyrektor sportowy Mindaugas Nikoličius, który planował przebudowę zespołu.
Ostatecznie niemiecki pomocnik znalazł się wśród piłkarzy, z którymi Widzew postanowił się rozstać. Jego kontrakt dobiegał końca, a klub nie zdecydował się na przedstawienie mu nowej umowy. W efekcie Kerk odszedł z czterokrotnego mistrza Polski jako wolny zawodnik.
Na brak ofert nie musiał długo czekać. Z jego sytuacji skorzystała Arka Gdynia, która pozyskała doświadczonego pomocnika bez konieczności płacenia odstępnego. Kerk spędził w Gdyni kolejny sezon, a po dwunastu miesiącach zdecydował się na następny krok w karierze, przenosząc się do Zagłębia Lubin.
Choć jego przygoda z Widzewem należy już do przeszłości, Kerk wciąż pamięta, jak wyglądały jego ostatnie miesiące przy al. Piłsudskiego. W rozmowie z serwisem Męskie24.pl opowiedział o swojej sytuacji i wyjaśnił, dlaczego ostatecznie uznał, że odejście będzie dla niego najlepszym rozwiązaniem.
Zdaniem Kerka osoby odpowiedzialne za podejmowanie decyzji w Widzewie nie były zainteresowane przedłużeniem jego kontraktu. Pomocnik ujawnił również, że był odsuwany od gry, ponieważ występ w określonej liczbie minut skutkowałby automatycznym przedłużeniem jego umowy. W pewnym momencie brakowało mu zaledwie około dziesięciu minut do osiągnięcia tego limitu.
Niemiec wyjaśnił, że przez ostatnie osiem lub dziewięć spotkań sezonu rozpoczynał mecze na ławce rezerwowych, mimo że nadal miał ważny kontrakt z klubem. Jednocześnie Widzew miał być zainteresowany renegocjacją warunków jego umowy. Z perspektywy zawodnika sytuacja coraz wyraźniej pokazywała, że nie znajdował się już w planach osób zarządzających zespołem.
Kerk przyznał również, że nie czuł się w Widzewie w pełni potrzebny ani odpowiednio wspierany przez niektóre osoby w klubie. Jego zdaniem obrana wówczas strategia niekoniecznie okazała się właściwa, szczególnie że wiele osób odpowiedzialnych za tamte decyzje nie pracuje już przy al. Piłsudskiego.
Patrząc z perspektywy czasu, niemiecki pomocnik uważa, że Widzew mógł skorzystać na jego pozostaniu. Zwrócił uwagę, że jego kontrakt mógł zostać automatycznie przedłużony, gdyby rozegrał jeszcze zaledwie kilka minut. Po zakończeniu sezonu możliwe było również wypracowanie nowego porozumienia. Kerk nie czuł jednak, że atmosfera wokół jego osoby pozwala mu dalej czerpać radość z gry.
Ostatecznie zdecydował się więc rozpocząć nowy rozdział kariery. Jak podkreślił, trudno w pełni cieszyć się futbolem, kiedy zawodnik nie czuje zaufania i odpowiedniego wsparcia ze strony osób, z którymi współpracuje. Jego słowa rzucają nowe światło na odejście z Widzewa Łódź i mogą skłaniać do refleksji nad tym, czy klub rzeczywiście podjął wówczas właściwą decyzję.
