Widzew Łódź chce uniknąć kolejnego sezonu, w którym głównym celem będzie walka o utrzymanie w Ekstraklasie. Po trudnych doświadczeniach z poprzednich rozgrywek oczekiwania przy Piłsudskiego są zdecydowanie większe. Klub chce widzieć wyraźny progres, a trener Aleksandar Vuković będzie przede wszystkim rozliczany z osiąganych wyników.
Pojawia się więc pytanie, co stanie się, jeśli rezultaty nie będą spełniały oczekiwań właściciela Widzewa, Roberta Dobrzyckiego. Zdaniem doświadczonego dziennikarza Mateusza Borka łódzki klub może mieć już potencjalnego następcę. Jego zdaniem Adrian Siemieniec, obecnie związany z Jagiellonią Białystok, może w przyszłości stać się poważnym kandydatem do objęcia Widzewa.
Ostatnie wydarzenia pokazują, dlaczego presja w klubie rośnie. Od momentu pojawienia się Dobrzyckiego w Widzewie zainwestowano ogromne środki, jednak ambitne zmiany przeprowadzone w poprzednim sezonie nie przyniosły oczekiwanych efektów. Zamiast walczyć o czołowe lokaty, łodzianie do końca sezonu musieli drżeć o utrzymanie w Ekstraklasie.
Teraz klub próbuje naprawić wcześniejsze błędy. Widzew wzmocnił kadrę podczas okna transferowego, a dodatkowo za funkcjonowanie pionu sportowego odpowiada Łukasz Masłowski. Wszystko to pokazuje, że przy Piłsudskiego ambicje są coraz większe.
Jednocześnie Widzew raczej nie będzie oficjalnie deklarował walki o mistrzostwo Polski czy awans do europejskich pucharów. Skala przeprowadzonych inwestycji i zmiany organizacyjne sprawiają jednak, że samo utrzymanie w lidze nie może być już traktowane jako wystarczający sukces.
To oznacza dodatkową odpowiedzialność dla Aleksandara Vukovicia. Serb cieszy się opinią doświadczonego i dobrze znającego polską piłkę szkoleniowca, ale jego pozycja może stać się trudniejsza, jeśli wyniki zespołu nie będą odpowiadały ambicjom władz klubu.
Mateusz Borek poruszył ten temat na antenie Kanału Sportowego i przyznał, że w przypadku niespełnienia oczekiwań przez Vukovicia wyobraża sobie Adriana Siemieńca na ławce Widzewa.
„Życzę Vuko jak najlepiej, bo to bardzo przyzwoity człowiek, a także ciekawy i inteligentny trener. Natomiast jeśli wyniki nie będą spełniały oczekiwań Roberta Dobrzyckiego, to zaryzykowałbym stwierdzenie, że w Łodzi zobaczymy Adriana Siemieńca. Nikt nie będzie go na siłę zatrzymywał ani blokował jego rozwoju” – powiedział Borek.
Dziennikarz odniósł się również do potencjalnych kosztów takiego rozwiązania. Jeżeli prawdziwe są informacje o stosunkowo niskiej klauzuli umożliwiającej trenerowi odejście za granicę, Borek uważa, że jej wykupienie nie powinno stanowić większego problemu dla właściciela Widzewa.
„Załóżmy, że prawdziwa jest klauzula miliona euro przy transferze zagranicznym. Czy naprawdę uważasz, że dla Roberta Dobrzyckiego byłby to duży problem, skoro wyrzucił 50 milionów euro i zainwestował 100? Gdyby musiał zapłacić cztery miliony za trenera, to co? Trener przyjdzie i powie: »Panowie, zrobiłem wszystko, co mogłem. Zagraliśmy w pucharach. Zdobyłem mistrzostwo. Czuję, że to jest moment, w którym mogę zrobić kolejny krok. Dam wam kolejne dwa miliony. Pozwolicie mi odejść?«. Owacja na stojąco, kibice. Nikt nie będzie robił mu problemów” – dodał Borek.
Słowa dziennikarza pokazują, jak duże oczekiwania zaczynają towarzyszyć Widzewowi. Jeśli Vuković zapewni drużynie dobre wyniki, nie będzie powodów do zmiany szkoleniowca. Jeżeli jednak zespół ponownie będzie rozczarowywał, presja może szybko wzrosnąć, a Adrian Siemieniec może stać się jednym z najpoważniejszych kandydatów do przejęcia zespołu z Łodzi.
