Grzegorz Tomasiewicz nie próbował unikać odpowiedzialności po bardzo trudnej pierwszej połowie meczu z Widzewem Łódź. W przerwie spotkania pomocnik Śląska Wrocław otwarcie przyznał się do popełnionego błędu, uderzając się przy tym w pierś i komentując całe zdarzenie w bardzo bezpośredni sposób.
Spotkanie, które zamykało sobotnią serię meczów Ekstraklasy, od początku układało się korzystnie dla Śląska. Już w siódmej minucie Widzew został osłabiony, gdy czerwoną kartkę otrzymał Przemysław Wiśniewski. Gospodarze przez niemal całe spotkanie mieli więc przewagę jednego zawodnika.
Gra w dziesiątkę nie przeszkodziła jednak Widzewowi w sprawieniu Śląskowi ogromnych problemów. Łodzianie jako pierwsi zdobyli bramkę, a następnie zdołali jeszcze podwyższyć prowadzenie. Na listę strzelców wpisali się Mario García oraz Fran Álvarez.
Szczególnie bolesna była sytuacja przy pierwszym golu. Tomasiewicz próbował zagrać piłkę do kolegi z zespołu, ale podanie było zdecydowanie zbyt lekkie. Zawodnik Widzewa wykorzystał błąd, przejął futbolówkę i chwilę później goście cieszyli się z prowadzenia.
Pomocnik Śląska nie ukrywał swojej frustracji i wziął na siebie pełną odpowiedzialność za tę sytuację. W przerwie spotkania przyznał w bardzo dosadnych słowach, że popełnił błąd, który doprowadził do utraty pierwszego gola.
– Myślę, że to był dobry początek. Czerwona kartka dla rywala. Wiedzieliśmy, że Widzew się nie położy. I co? Z***ałem pierwszą bramkę. Chciałem spokojnie zagrać w Barcelonę. No dobrze, powiem ładnie – zamiast wybić piłkę, chciałem spokojnie rozegrać. Tak to jest, trzeba przyjąć to na klatę – powiedział Tomasiewicz.
Jednocześnie zawodnik podkreślił, że Śląsk również miał swoje okazje i nie zamierzał składać broni. Przy wyniku 0:2 gospodarze potrzebowali jednak szybkiego trafienia, aby odzyskać wiarę w możliwość odwrócenia losów spotkania.
– Jak powiedziałem, z***ałem pierwszą bramkę, ale my też mieliśmy swoje sytuacje. Drugiej bramki również nie mogliśmy stracić. Musimy coś strzelić, żeby szybko wrócić na właściwe tory – dodał pomocnik Śląska.
W przerwie Śląsk Wrocław przegrywał z Widzewem Łódź 0:2, mimo że przez większość spotkania grał z przewagą jednego zawodnika. Błąd Tomasiewicza przy pierwszym trafieniu gości okazał się szczególnie kosztowny, a sam piłkarz nie miał problemu z przyznaniem się do odpowiedzialności.
