Widzew Łódź wciąż nie potrafi ustabilizować swojej formy, a w grze zespołu trudno dostrzec wyraźne oznaki poprawy. Ostatnie występy drużyny budzą coraz większe obawy, a Przemysław Cecherz, były trener łódzkiego klubu, otwarcie zakwestionował kierunek, w którym zmierza zespół.
Na antenie Sportu Cecherz nie ukrywał rozczarowania brakiem tożsamości, kreatywności i konkretnych rozwiązań w grze Widzewa. Jego zdaniem drużyna ma problemy z konstruowaniem przekonujących akcji, mimo że klub przeznaczył znaczne środki finansowe na wzmocnienie kadry.
– Na ten moment w Widzewie niczego nie widać. Nie widać gry, nie ma koncepcji. Liczymy na to, że Świderski się urwie, Fornalczyk się urwie, a w środku pola niewiele się dzieje. Nie dostrzegam tam żadnego pomysłu – powiedział Cecherz, zwracając uwagę na uzależnienie zespołu od indywidualnych zagrań poszczególnych zawodników zamiast dobrze funkcjonującej współpracy całej drużyny.
Były szkoleniowiec podkreślił również, że jego zastrzeżenia nie dotyczą wyłącznie zmiany trenera. Według niego problemy Widzewa narastają od dłuższego czasu, a klub powinien już poczynić znacznie większe postępy. Cecherz liczył, że przerwa reprezentacyjna pozwoli drużynie uporządkować swoją grę i wrócić do rywalizacji w lepszej dyspozycji. Po ostatnim spotkaniu nie dostrzegł jednak powodów do optymizmu.
– Nie chodzi mi o nowego trenera. To trwa już półtora roku, jeśli nie dłużej. Miałem nadzieję, że po przerwie reprezentacyjnej coś się zmieni. Jednak po wczorajszym meczu nie sądzę, żeby cokolwiek się poprawiło – dodał.
Cecherz zakwestionował także efektywność wydatków poniesionych na budowę zespołu. Duże inwestycje sprawiły, że oczekiwania wobec Widzewa znacząco wzrosły. Kibice liczyli na lepsze wyniki i wyraźny rozwój drużyny, tymczasem jej występy nadal pozostawiają wiele do życzenia. Zdaniem byłego trenera różnica między poniesionymi kosztami a tym, co zespół prezentuje na boisku, pozostaje poważnym problemem.
– Wydano dużo pieniędzy i szczerze mówiąc, prawdopodobnie po prostu je wydano, bo nie ma z tego żadnego zwrotu – podsumował.
Rozczarowująca dyspozycja Widzewa znajduje odzwierciedlenie w ligowej tabeli. Po jedenastu kolejkach Ekstraklasy łódzki zespół ma na koncie zaledwie dziesięć punktów. To dorobek, który trudno uznać za satysfakcjonujący, szczególnie biorąc pod uwagę możliwości finansowe klubu i oczekiwania związane z budową mocnej drużyny. Słabe wyniki sprawiają również, że na sztabie szkoleniowym spoczywa coraz większa presja, by jak najszybciej znaleźć rozwiązanie problemów.
Od 11 września za wyniki Widzewa odpowiada Mateusz Stolarski, który przejął zespół po Aleksandarze Vukoviciu. Były szkoleniowiec Motoru Lublin stanął przed zadaniem poprawy gry drużyny i przywrócenia jej na właściwe tory. Początek jego pracy nie należy jednak do łatwych. W pierwszych trzech spotkaniach pod jego wodzą Widzew dwukrotnie zremisował i poniósł jedną porażkę.
Stolarski przejął zespół, wobec którego oczekiwania są wyjątkowo wysokie. Duża w tym zasługa właściciela klubu, Roberta Dobrzyckiego, który zapewnił środki na znaczące wzmocnienia kadry. Wcześniejsi szkoleniowcy również mieli trudności z przełożeniem poniesionych inwestycji na regularnie dobre wyniki. Nowy trener od początku musiał więc mierzyć się z wymagającym zadaniem, a dotychczasowe rezultaty pokazują, że samo objęcie stanowiska nie wystarczyło, by natychmiast rozwiązać wszystkie problemy.
W najbliższym czasie Widzew będzie musiał udowodnić, że potrafi wyciągnąć wnioski z dotychczasowych niepowodzeń. Krytyczne słowa Cecherza pokazują, że coraz większe wątpliwości budzą nie tylko wyniki, ale również brak wyraźnego stylu i pomysłu na grę. Stolarski wciąż ma szansę zmienić obraz drużyny, jednak łodzianie potrzebują większej organizacji, kreatywności i regularności, aby uzasadnić oczekiwania związane z klubem i jego ambitnymi planami.
