W środę zawodnik Widzewa Łódź znalazł się w centrum kontrowersji po tym, jak podczas meczu miał kopnąć rywala. Za to zagranie mógł zostać ukarany czerwoną kartką, jednak sędziowie nie zauważyli całego zdarzenia i piłkarz pozostał na boisku.
Sytuacja wyraźnie zirytowała Macieja Terleckiego, który nie szczędził krytycznych słów pod adresem zawodnika. Jego zdaniem nie był to odosobniony przypadek, ponieważ piłkarz Widzewa często prowokuje przeciwników i wdaje się w gorące sytuacje.
Terlecki był szczególnie niezadowolony z zachowania skrzydłowego i przyznał, że zwyczajnie jest mu wstyd. Zdradził również zabawną historię związaną z zawodnikiem. Jego synowie są bowiem jego dużymi fanami i często żartują z ojca na ten temat.
Skrzydłowy trafił do Widzewa Łódź z Korony Kielce i przychodził do klubu z dużymi oczekiwaniami. Nieco ponad rok temu łódzki klub zapłacił za niego 1,5 miliona euro, co uczyniło ten transfer jednym z poważniejszych wydatków Widzewa.
Na razie jednak piłkarz nie spełnił oczekiwań związanych z transferem. W Łodzi nie zdołał jeszcze na stałe stać się jednym z najważniejszych zawodników ofensywnych zespołu i wciąż czeka na bardziej regularne, przekonujące występy.
Problemem staje się również jego zachowanie na boisku. W ostatnim czasie coraz częściej daje się ponieść emocjom, a kolejne sytuacje z jego udziałem mogą budzić niepokój zarówno sztabu szkoleniowego, jak i kibiców.
Dla Widzewa jest to szczególnie istotna kwestia, ponieważ drużyna potrzebuje swoich ofensywnych zawodników przede wszystkim do kreowania sytuacji i zdobywania bramek. Niepotrzebne konflikty oraz ryzyko kar mogą natomiast postawić zespół w trudnym położeniu.
Słowa Macieja Terleckiego pokazują więc, że wokół zawodnika narasta dyskusja nie tylko dotycząca jego formy, ale również boiskowej dojrzałości. Przy tak wysokiej kwocie transferu oczekiwania wobec niego pozostają duże.
Na ten moment jego pobyt w Widzewie można określić jako nierówny. Piłkarz musi nie tylko poprawić swoją dyspozycję, ale również lepiej kontrolować emocje, jeśli chce w pełni udowodnić, że był wart inwestycji rzędu 1,5 miliona euro.
