Mateusz Żukowski wrócił wspomnieniami do jednego z najbardziej rozczarowujących występów w swojej karierze. Polski piłkarz opowiedział o nieudanym pobycie w Lechu Poznań i przyznał, że mecz przeciwko Widzewowi Łódź był dla niego wyjątkowo bolesnym doświadczeniem.
Czterokrotny reprezentant Polski nie ukrywa, że tamto spotkanie zalicza do najgorszych w swojej karierze. Nawet dziś wspomnienie tego występu wywołuje u niego zażenowanie. Zawodnik miał ogromne problemy z realizacją podstawowych zadań na boisku i nie potrafił odnaleźć swojej normalnej dyspozycji.
Żukowski przyznał, że trudno było mu uwierzyć w to, co prezentował na murawie. Nie wychodziły mu nawet najprostsze zagrania, a jego gra daleka była od oczekiwanego poziomu. Oglądanie nagrania z tego spotkania również nie należało do przyjemności.
– Kompletnie zawaliłem. Wstyd mi za ten występ. Nie pamiętam, żebym gdziekolwiek indziej zagrał taką padakę. Może jeszcze w Lechii przeciwko Stali Mielec. Wtedy popełniłem dwa błędy, ale ogólnie mecz był w porządku. A przeciwko Widzewowi nie miałem nawet połowy dobrego podania. Wyglądałem jak sparaliżowany. Kiedy to oglądałem, nie mogłem na siebie patrzeć. Jakby ktoś odciął prąd – przyznał Mateusz Żukowski w rozmowie z Łukaszem Olkowiczem na łamach „Przeglądu Sportowego Onet”.
Piłkarz wrócił również do konkretnej sytuacji, w której zawodnik Widzewa zdołał go ograć i przedostać się w pole karne. Żukowski przyznał, że źle rozegrał tę akcję pod względem taktycznym. Zamiast kierować rywala do środka boiska, próbował wypchnąć go w stronę linii bocznej, co ostatecznie ułatwiło przeciwnikowi wejście w pole karne.
Z perspektywy czasu zawodnik wciąż nie potrafi wyjaśnić, co dokładnie wydarzyło się podczas tego spotkania. Jego zdaniem był to kompletnie nieudany występ, w którym nie przypominał samego siebie. Dodatkowo zdradził, że po wejściu na boisko nie czuł się dobrze fizycznie, choć nie wie, co było tego przyczyną.
– Wielopoziomowa katastrofa. Pamiętam sytuację z tego meczu, kiedy zawodnik Widzewa mnie obiegł. Próbowałem wypchnąć go do linii, zamiast kierować go do środka, i wpuściłem go w pole karne. Co miałem wtedy w głowie? Jakbym zapomniał, jak się gra w piłkę – wspominał.
Żukowski zastanawiał się również nad przyczynami swojej słabej dyspozycji. Przyznał, że być może nie był odpowiednio przygotowany do wejścia na boisko po przerwie. Nie wykluczył także, że zaskoczyła go decyzja o tak szybkim pojawieniu się na murawie. Z perspektywy czasu dostrzega również możliwość, że przed spotkaniem był zbyt pewny siebie.
– Po wejściu na boisko czułem się fizycznie źle. Nie wiem, co było przyczyną. Wszedłem po przerwie, może nie byłem na to do końca przygotowany. Może trochę zaskoczyło mnie to, że tak szybko musiałem wejść? A jednocześnie byłem zbyt pewny siebie? Dopiero co powiedziałem, że zjem tę ligę. A potem spadła mi na głowę cegła – dodał.
Pobyt Żukowskiego w Lechu Poznań odbywał się na zasadzie wypożyczenia z Rangers FC, jednak nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Zawodnik zanotował zaledwie trzy występy w barwach poznańskiego zespołu, a spotkanie z Widzewem Łódź szczególnie zapadło mu w pamięć z negatywnego powodu.
Obecnie Żukowski występuje w niemieckim Magdeburgu, rywalizującym na zapleczu Bundesligi. Piłkarz ma już za sobą nieudany epizod w Poznaniu, ale jego szczere wyznanie pokazuje, jak mocno jeden słaby występ może wpłynąć na zawodnika. Mecz z Widzewem pozostaje dla niego wspomnieniem, do którego zdecydowanie nie chciałby wracać.
