Ubiegłoroczne letnie okno transferowe przyniosło w Widzewie Łódź wiele zmian po przejęciu klubu przez Roberta Dobrzyckiego. Klub zainwestował znaczne środki w przebudowę kadry, jednak nie wszystkie planowane transfery doszły do skutku. Z perspektywy czasu jeden z nich może okazać się szczęśliwie unikniętym błędem.
Jednym z piłkarzy, którzy znajdowali się na liście życzeń Widzewa, był słoweński napastnik Lean Celar. Łodzianie poważnie rozważali jego sprowadzenie, zanim ostatecznie zdecydowali się na transfer Andiego Zeqiriego.
W tamtym czasie Celar cieszył się opinią jednego z najbardziej obiecujących napastników występujących w lidze szwajcarskiej. Po znakomitym sezonie jego wartość rynkowa wzrosła do około 4 milionów euro, a wielu spodziewało się, że z powodzeniem odnajdzie się na wyższym poziomie rozgrywek.
Przenosiny do Queens Park Rangers nie potoczyły się jednak zgodnie z planem. Słoweniec nie zdołał wywalczyć sobie miejsca w składzie angielskiego klubu i zaczął szukać szansy na odbudowanie swojej kariery.
Taką okazję otrzymał podczas wypożyczenia do Fortuny Sittard. Pobyt w holenderskim zespole okazał się jednak dużym rozczarowaniem. W 16 występach nie zdobył ani jednej bramki i nie zanotował żadnej asysty.
Po nieudanym sezonie Celar opuszcza Queens Park Rangers. Mimo słabych występów wciąż znalazł klub gotowy zapłacić za jego transfer.
Jak poinformował Fabrizio Romano, 27-letni reprezentant Słowenii przeniesie się do FC Basel. Szwajcarski klub ma zapłacić za jego transfer około 1,5 miliona euro.
Dla Widzewa Łódź ta historia jest kolejnym dowodem na to, jak nieprzewidywalny potrafi być rynek transferowy. Zawodnik, który jeszcze rok temu wydawał się bardzo atrakcyjnym wzmocnieniem, dziś ma za sobą wyjątkowo trudny sezon.
Widzew może więc odetchnąć z ulgą. Z perspektywy czasu decyzja o rezygnacji z transferu Leana Celara wydaje się trafiona, a klub uniknął kosztownej pomyłki na rynku transferowym.
