W 2005 roku Discovery Channel rozpoczął emisję programu „The World’s Most Dangerous Job”, którego bohaterami są rybacy zajmujący się połowem krabów królewskich i śnieżnych na niebezpiecznych wodach Morza Beringa. W maju tego roku rozpoczęto produkcję już 22. sezonu. Patrząc na to, co dzieje się obecnie w Widzewie Łódź, można odnieść wrażenie, że kolejna odsłona programu powinna zostać przeniesiona z Alaski właśnie do Łodzi.
Nie zamierzam krytykować Widzewa za samą decyzję o rozstaniu z Aleksandarem Vukoviciem. Klub miał swoje powody, by uznać, że współpraca z serbskim szkoleniowcem nie zmierza w odpowiednim kierunku. Trudno jednak nie zwrócić uwagi na moment, w którym zdecydowano się na taki ruch.
Władze Widzewa postanowiły zakończyć współpracę z trenerem zaledwie trzy dni przed niezwykle prestiżowym spotkaniem z Legią Warszawa. To sprawia, że następca Vukovicia znajdzie się w bardzo trudnej sytuacji. Nowy szkoleniowiec praktycznie nie będzie miał czasu na wprowadzenie własnych pomysłów, zmianę ustawienia czy przygotowanie zespołu pod konkretnego rywala. Będzie musiał wejść do szatni i spróbować uporządkować zespół pozostawiony przez poprzednika.
Szczególnie zastanawiające jest to, że decyzja zapadła zaledwie pięć dni po bezbramkowym spotkaniu z Radomiakiem Radom. Przed tym meczem dyrektor sportowy Łukasz Masłowski publicznie wyrażał poparcie dla Vukovicia i apelował o zachowanie spokoju. Wydawało się więc, że klub zamierza dać trenerowi jeszcze trochę czasu i nie podejmować pochopnych decyzji.
Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Wystarczyło kilka dni, aby sytuacja całkowicie się zmieniła. Widzew ponownie znalazł się w punkcie, w którym trzeba szukać nowego szkoleniowca, a cały klub musi błyskawicznie odnaleźć się w kolejnej zmianie. Problem polega na tym, że takie ruchy wymagają czasu, którego tym razem praktycznie nie ma.
Trudno również uciec od szerszego kontekstu. Widzew od dawna próbuje znaleźć stabilność, ale kolejne decyzje dotyczące trenerów sprawiają, że zamiast budować długofalowy projekt, klub ponownie zaczyna od początku. Każdy następny szkoleniowiec otrzymuje własne zadania, własną wizję futbolu i własne oczekiwania, podczas gdy zespół musi nieustannie dostosowywać się do kolejnych zmian.
A kiedy styl gry zaczyna męczyć, wyniki nie spełniają oczekiwań, a widmo walki o utrzymanie ponownie pojawia się na horyzoncie, łatwo wpaść w ten sam schemat. Nerwowe decyzje, zmiana trenera i nadzieja, że kolejny szkoleniowiec w krótkim czasie odmieni sytuację. Problem w tym, że futbol nie zawsze działa w tak prosty sposób.
Widzew znów znalazł się więc w miejscu, którego chciał uniknąć. Zamiast spokojnie przygotowywać się do kolejnych spotkań, klub musi organizować następną rewolucję na ławce trenerskiej. A wszystko to tuż przed meczem z Legią Warszawa, kiedy potrzebna byłaby przede wszystkim stabilizacja i koncentracja.
Można więc z przekąsem powiedzieć, że Widzew funkcjonuje obecnie jak serial, w którym zakończenie jednego odcinka niemal natychmiast prowadzi do kolejnego zwrotu akcji. Gdy pojawia się bezradność i rośnie presja, najłatwiejszym rozwiązaniem znów okazuje się zmiana trenera. Tylko czy tym razem przyniesie ona oczekiwany efekt?
W Łodzi potrzebny jest nie tylko nowy szkoleniowiec, ale przede wszystkim pomysł na to, jak przerwać ten powtarzający się cykl. Bez tego każda kolejna zmiana może być jedynie kolejnym rozdziałem tej samej historii. Widzew śpi niespokojnie, a jego kibice po raz kolejny zastanawiają się, dokąd właściwie zmierza ich klub.
