Przed meczem z Jagiellonią Białystok trener Widzewa Łódź Aleksandar Vuković odniósł się do wcześniejszych słów Adriana Siemieńca. Serb jasno zaznaczył, że szkoleniowiec Jagiellonii nie ma powodów, aby go za cokolwiek przepraszać.
Jagiellonia Białystok walczy obecnie o awans do Ligi Europy. W czwartek drużyna Adriana Siemieńca pokonała Rangers FC 2:1 w pierwszym meczu trzeciej rundy eliminacji. W niedzielny wieczór Jagiellonia zmierzy się natomiast z Widzewem Łódź w spotkaniu PKO Ekstraklasy.
Oficjalna decyzja, że mecz odbędzie się zgodnie z pierwotnym terminem, zapadła dopiero w piątkowy poranek. Wcześniej Aleksandar Vuković zwracał uwagę, że obowiązujące przepisy dotyczące podejmowania decyzji o przełożeniu spotkań z udziałem klubów występujących w europejskich pucharach nie są idealne.
Trener Widzewa podkreślał, że w tej sytuacji niepewność dotyczyła nie tylko jego zespołu, ale również potencjalnego rywala w weekendowym spotkaniu.
– Nawet gdybym chciał zrobić to inaczej czy szybciej, czasami po prostu nie mogę podjąć takiej decyzji wcześniej. W trakcie i po meczu pojawia się tak wiele czynników, że jeśli mamy odpowiednią ilość czasu, warto po prostu spróbować i z tego skorzystać – mówił wcześniej Adrian Siemieniec.
Po spotkaniu z Rangersami szkoleniowiec Jagiellonii przeprosił również Vukovicia i Widzew. Jak wyjaśnił, chodziło przede wszystkim o medialne nagłówki dotyczące całej sytuacji, które mogły powodować dodatkowe zamieszanie.
Vuković podczas konferencji prasowej podkreślił jednak, że nie ma do Siemieńca żadnych pretensji.
– Byłoby bardziej skomplikowane, gdyby do tego meczu nie doszło. Dlatego zabrałem w tej sprawie głos. Oczywiście w międzyczasie, jak to często bywa, zostało to wykorzystane do wywołania burzy i tworzenia takich nagłówków. Dzisiaj dowiedziałem się, że trener Siemieniec mnie przeprosił za to, co się wydarzyło. W rzeczywistości trener Siemieniec nie musi mnie za nic przepraszać. Nigdy nie miałem pretensji ani do trenera, ani do Jagiellonii. Ani do nikogo – przyznał trener Widzewa Łódź.
Vuković jasno dał więc do zrozumienia, że cała sytuacja dotyczyła przede wszystkim przepisów i organizacji rozgrywek, a nie konfliktu pomiędzy oboma szkoleniowcami.
