Łukasz Masłowski odegrał ogromną rolę w budowie sukcesów Jagiellonii Białystok w ostatnich latach. W czasie swojej pracy jako dyrektor sportowy „Dumy Podlasia” klub zrobił znaczący postęp i stał się jedną z najmocniejszych drużyn w polskiej piłce. Po kilku udanych latach Masłowski uznał jednak, że nadszedł czas na nowe wyzwanie.
Początkowo wydawało się, że były dyrektor sportowy Jagiellonii zrobi sobie dłuższą przerwę przed podjęciem kolejnej pracy. Ostatecznie nie trwało to długo. Masłowski stosunkowo szybko znalazł nowe miejsce i objął stanowisko szefa pionu sportowego Widzewa Łódź, rozpoczynając tym samym kolejny ważny etap swojej kariery.
W poniedziałek Masłowski wziął udział w konferencji prasowej w Łodzi. Nie mogło oczywiście zabraknąć pytań dotyczących jego wcześniejszej pracy w Jagiellonii Białystok. Szczególną uwagę poświęcono decyzjom, które pomogły zbudować silną kadrę i przyczyniły się do sukcesów klubu w ostatnich sezonach.
Jeden z dziennikarzy przypomniał kilka szczególnie cenionych ruchów Masłowskiego, między innymi sprowadzenie Afimico Pululu oraz późniejszą sprzedaż utalentowanego Oskara Pietuszewskiego. Zasugerował również, że kibice Widzewa mogą liczyć w Łodzi na podobne transfery — również takie, które początkowo mogą wydawać się nieoczywiste, ale z czasem przynieść klubowi bardzo dużo korzyści.
Masłowski zwrócił jednak uwagę, że jego zdaniem najważniejsze decyzje podjęte w Jagiellonii wcale nie musiały dotyczyć najbardziej efektownych transferów. Za szczególnie istotne uznał ruchy związane z zawodnikami, którzy już znajdowali się w klubie i których dalsza obecność mogła zapewnić zespołowi stabilność oraz odpowiednie fundamenty.
Nowy szef pionu sportowego Widzewa wskazał przede wszystkim na przedłużenie kontraktów z Jesúsem Imazem oraz Tarasem Romanczukiem. Podkreślił, że obu zawodników znał już wcześniej i nie był osobą, która sprowadziła ich do Białegostoku. Mimo tego uważa, że zatrzymanie ich w klubie było znacznie ważniejsze niż kolejny głośny transfer.
Masłowski przyznał, że po kontuzji Jesúsa Imaza pojawiły się poważne wątpliwości dotyczące jego dalszej przyszłości w Jagiellonii. Ostatecznie klub zdecydował się jednak na przedłużenie współpracy z Hiszpanem. Z perspektywy czasu Masłowski uważa tę decyzję za jeden z fundamentów, na których można było dalej budować zespół.
Podobnie było w przypadku Tarasa Romanczuka, który stał się jednym z najważniejszych symboli Jagiellonii. Masłowski zaznaczył, że zarówno Imaz, jak i Romanczuk z czasem zyskali w klubie niemal legendarny status. Na takie uznanie zapracowali jednak przede wszystkim swoją wieloletnią postawą oraz tym, co zrobili dla Jagiellonii.
Zdaniem Masłowskiego ta sytuacja pokazuje, że skuteczne budowanie zespołu nie zawsze polega na wyszukiwaniu kolejnej nieznanej gwiazdy czy przeprowadzaniu spektakularnego transferu. Czasami najważniejsze jest dostrzeżenie wartości zawodników, którzy już są w klubie, i stworzenie warunków, aby mogli pozostać częścią projektu na dłużej.
Teraz Masłowski rozpoczyna pracę w Widzewie Łódź, a kibice będą obserwować, czy uda mu się powtórzyć część sukcesów osiągniętych wcześniej w Jagiellonii. Jego słowa sugerują, że choć nowe transfery z pewnością będą ważnym elementem planu, równie istotne może okazać się zbudowanie odpowiednich fundamentów wewnątrz zespołu.
