W ostatnich latach Radomiak Radom bardzo chętnie sięgał po zawodników występujących w portugalskich ligach. Nie inaczej było przed sezonem 2023/24, kiedy „Zieloni” sprowadzili aż czterech piłkarzy z tego kierunku. Jednym z nich był reprezentant Republiki Zielonego Przylądka, Edi Semedo.
Semedo trafił do Radomia z Penafiel na zasadzie wolnego transferu. Już sam fakt, że wcześniej szkolił się w akademii Benfiki, sprawiał, że oczekiwania wobec niego były spore. Wielu kibiców i ekspertów wierzyło, że może stać się ważnym ogniwem zespołu.
Czas pokazał, że działacze Radomiaka podjęli właściwą decyzję. Skrzydłowy szybko zaaklimatyzował się w Polsce i regularnie udowadniał swoją wartość na boisku. Jego występy sprawiły, że klub mógł być zadowolony z kolejnego udanego transferu.
Dobra forma Semedo nie przeszła bez echa. Po zakończeniu sezonu zawodnik zdecydował się na nowy krok w karierze i przeniósł się do cypryjskiego Arisu Limassol. Radomiak zarobił na tej transakcji 300 tysięcy euro, co było bardzo korzystnym wynikiem, biorąc pod uwagę, że wcześniej pozyskał piłkarza za darmo.
Pobyt na Cyprze nie potoczył się jednak zgodnie z planem. Po transferze do Arisu Semedo miał coraz większe problemy z wywalczeniem miejsca w podstawowym składzie. Często rozpoczynał mecze na ławce rezerwowych, a niekiedy nie pojawiał się na murawie ani na minutę.
Z biegiem czasu jego sytuacja stawała się coraz trudniejsza. W pierwszej części sezonu 2024/25 skrzydłowy otrzymywał coraz mniej szans na grę. Między końcem sierpnia a początkiem lutego uzbierał jedynie 439 minut w 16 spotkaniach.
W lutym 2025 roku pomocną dłoń wyciągnęła do niego Jagiellonia Białystok. Powrót do PKO BP Ekstraklasy miał być dla zawodnika okazją do odbudowania formy i ponownego pokazania swoich umiejętności.
Niestety, rzeczywistość okazała się znacznie mniej optymistyczna. Semedo nie zdołał nawiązać do poziomu prezentowanego wcześniej w barwach Radomiaka. Zamiast stać się ważnym wzmocnieniem „Dumy Podlasia”, miał trudności z wywalczeniem sobie znaczącej roli w zespole.
Liczby najlepiej pokazują skalę problemu. W ciągu zaledwie czterech i pół miesiąca Cape Verdejczyk wystąpił w ośmiu meczach, spędzając na boisku jedynie 183 minuty.
W wielu spotkaniach pozostawał jedynie rezerwowym, a w niektórych nie znalazł się nawet w kadrze meczowej. Transfer, który miał pomóc mu wrócić na właściwe tory, ostatecznie okazał się dużym rozczarowaniem i sprawił, że przyszłość zawodnika stanęła pod znakiem zapytania.
