Problemy Widzewa Łódź są coraz bardziej widoczne również w działaniach transferowych klubu. Jak dotąd nowe nabytki zdecydowanie nie dostarczyły zbyt wielu powodów do zachwytu. Powrót Karola Świderskiego wzbudził spore zainteresowanie przede wszystkim ze względu na jego nazwisko i wcześniejsze osiągnięcia, jednak z czysto sportowego punktu widzenia transfer Efthymiosa Koulourisa mógłby zrobić większe wrażenie. Na ten moment trudno wskazać wielu nowych zawodników, których kibice mogliby naprawdę wyróżnić. Pozytywnie prezentuje się natomiast Mario Garcia, który szczególnie dobrze wygląda w ofensywie.
Sytuacji nie poprawiają również problemy zdrowotne. Jusuf Gazibegović i Paulinho Boia już wypadli z gry, a ten drugi podczas debiutu przeciwko Koronie Kielce uniknął czerwonej kartki, choć zdaniem wielu obserwatorów powinien zostać usunięty z boiska. Giannis Papanikolaou także zmaga się z problemami zdrowotnymi, a kiedy pojawia się na murawie, wciąż nie zdołał stać się zawodnikiem, który zdecydowanie wyróżnia się na tle zespołu. Stipe Biuk w meczach pucharowych prezentował się przeciętnie, natomiast Darian Males otrzymuje bardzo mało minut. Dani Silva nadal czeka na swój debiut w Widzewie. Portugalczyk został sprowadzony z Danii dopiero we wtorek, dlatego na jego ocenę trzeba jeszcze poczekać.
Oczywiście jest zdecydowanie za wcześnie na ostateczne podsumowanie letnich transferów, ale pierwsze wrażenie nie jest szczególnie pozytywne. W kadrze wydaje się być zbyt dużo przeciętności, zwłaszcza biorąc pod uwagę skalę przeprowadzonej przebudowy. Widzew ma obecnie w pierwszym zespole zaledwie ośmiu Polaków, a po odliczeniu kontuzjowanego Szymona Czyża liczba ta spada do siedmiu. Duża część rekrutacji została więc oparta na zagranicznych zawodnikach, z których kilku nie wygląda jeszcze na gotowych, by natychmiast odmienić oblicze drużyny.
Przypomina to sytuację znaną z poprzednich okien transferowych. Widzew już wcześniej sprowadzał zawodników, którzy z czasem okazywali się niedopasowani do potrzeb zespołu. Osman Bukari i Andi Zeqiri zostali ostatecznie wypożyczeni, natomiast umowa z Papa Meissą Ba została rozwiązana. Niewykluczone więc, że podobny los w przyszłości spotka przynajmniej kilku piłkarzy sprowadzonych tego lata, gdy klub będzie miał już pełniejszy obraz ich przydatności.
Podejście Widzewa do rynku transferowego wyraźnie pokazuje ostrożność finansową. Klub stara się wyszukiwać okazje zamiast wydawać ogromne pieniądze, ale mimo tego do zespołu trafiło już ośmiu nowych zawodników. Największy niepokój budzi jednak obsada środka ataku. Wśród nowych piłkarzy znajduje się tylko jeden klasyczny numer dziewięć, a dodatkowo nie jest to zawodnik, który może samodzielnie funkcjonować jako centralna postać ofensywy.
W efekcie Aleksandar Vuković ma do dyspozycji właściwie tylko dwóch napastników – Świderskiego i Sebastiana Bergiera. Jak na cały sezon jest to niezwykle wąska kadra w ofensywie. Jeśli Widzew nie zdoła przed końcem okna transferowego sprowadzić solidnego napastnika, kibice z Łodzi będą mieli poważne powody do obaw. Trudno oczekiwać regularnego zdobywania punktów, jeśli możliwości zespołu w ataku są tak ograniczone.
Sytuacja stała się jeszcze bardziej klarowna po środowej porażce i odpadnięciu z Pucharu Polski. Widzew nie ma już więc możliwości rywalizacji w tych rozgrywkach, a cała uwaga zostanie skupiona na lidze. Realnym celem powinno być przede wszystkim zapewnienie sobie spokojnego miejsca w tabeli i uniknięcie walki o utrzymanie. Wydaje się, że łodzian stać na realizację takiego zadania. Jednocześnie trudno obecnie znaleźć argumenty wskazujące na to, że zespół jest gotowy poważnie zaatakować miejsca premiowane grą w europejskich pucharach.
Tabela może dawać nieco bardziej optymistyczny obraz sytuacji, niż wygląda ona w rzeczywistości. Widzew nie traci wiele punktów do piątego miejsca, ale przewaga rywali jest w praktyce większa ze względu na zaległe spotkania. GKS Katowice ma trzy punkty więcej, a jednocześnie jeden mecz do rozegrania. Podobnie wygląda sytuacja Jagiellonii. Do tego dystans zaczęły budować również takie zespoły jak Lech Poznań i Górnik Zabrze. W drugim roku ambitnej przebudowy Widzewa coraz bardziej realnym scenariuszem wydaje się więc walka przede wszystkim o miejsce w środku tabeli.
Rozczarowujący początek sezonu jest tym bardziej bolesny, że Widzew w wielu spotkaniach potrafi pokazać fragmenty naprawdę dobrej gry. Problem pojawia się jednak w najważniejszych momentach. Zespół Aleksandara Vukovicia zbyt często traci kontrolę nad meczami w ich końcowych fazach, przez co wypuszcza z rąk cenne punkty. To powtarzający się problem, którego do tej pory nie udało się rozwiązać.
Przed Widzewem Łódź stoi więc zadanie przekucia dobrych momentów w kompletne i stabilne występy. Niektórzy nowi zawodnicy dopiero czekają na swoją prawdziwą szansę, dlatego na ostateczne oceny wciąż jest za wcześnie. Pierwsze sygnały są jednak niepokojące. Jeśli klub nie wzmocni ofensywy i nie znajdzie sposobu na zachowanie koncentracji w decydujących fragmentach spotkań, kolejny sezon może zakończyć się poczuciem dużego niedosytu.
